Kalifornia
Death Valley
10 lipca 1913 roku w Death Valley odnotowano 57°C – najwyższą temperaturę powietrza oficjalnie zarejestrowaną na Ziemi. Dolina Śmierci to jedno z najbardziej ekstremalnych miejsc na naszej planecie, ale wbrew nazwie doświadczymy tu niezwykłej palety kolorów, zjawisk, których wyjaśnienie zajęło dekady oraz tak różnorodnych krajobrazów, że starczyłoby na kilka parków.
Byłam ostrożną pesymistką. Moje wyobrażenie o Death Valley National Park było ściśle powiązane z jego nazwą. Krajobraz wysuszony na wiór, upał. Patrząc na mapę, punkty o nazwach: Devils Golfcourse, Hells Gate, Coffin Peak, Funeral Mountains i Dante View. Piekło. Nie brzmi to optymistycznie. Droga dojazdowa też nie wyprowadza z błędu. Ale Dolina Śmierci okazała się jednym z lepszych parków w jakich byłam, a jest już ich trochę na liczniku. Widoki, formacje skalne, wydmy, ale przede wszystkim kolory… A jakby tego wszystkiego było mało – ta kraina kwitnie!
ILE DNI SPĘDZIĆ W DOLINIE ŚMIERCI?
Większość turystów przez Death Valley przejeżdża. Punkty widokowe są bardzo łatwo dostępne i nie jest dużo. W kilka godzin da radę zobaczyć wszystko. Temperatura nie pomaga, a wyblakłe widoki nie robią takiego wrażenia jak chociażby Grand Canyon, który nawet wczesnym popołudniem nadal jest… wielki. Jeśli nie możecie zostać na noc, poczekajcie chociaż do zachodu słońca. Po zobaczeniu Doliny Śmierci o każdej możliwej porze, wolałabym nie spać i jechałabym kilkaset kilometrów o kawie i redbullach, byle móc zostać tam dłużej. Warto. Według mnie 1 nocleg to minimum, a 2 są idealne.

nps.gov
PALIWO
Zaskoczenia nie ma, że na terenie parku paliwo jest wyraźnie droższe, ale jest stacja z takimi cenami, że wolałabym iść do kolejnej z kanistrem. Mowa o Furnace Creek. Nie wierzę, żebyście mieli aż tak głęboką rezerwę, dlatego jeźdźcie do Stovepipe Wells.
ATRAKCJE
Zmierzając do Parku Narodowego Doliny Śmierci nie będziecie mijać charakterystycznych wjazdów, przy których należy okazać pass lub zakupić bilet. Możliwe jest to w automatach lub visitor center.
Mieliśmy w październiku 2025 roku pecha. Droga do Badwater była zamknięta. Wcześniejsza powódź ją zmyła. Nieintuicyjne prawda? Pomimo tak znikomych opadów są one wstanie spustoszyć park. Powodem jest ekstremalnie wysuszony grunt. Rowery też miały zakaz wjazdu, a na piechotę nie zrobilibyśmy tylu kilometrów. Nie w pełnym słońcu. Straszne rozczarowanie, ale co zrobić. Nadrobiłam pół roku później, w lutym. Wiedząc teraz jak wyglądają wszystkie punkty, usunęłabym Death Valley z pierwszej wyprawy, a dodała do kolejnej, licząc, że wszystkie drogi będą dostępne. Ponieważ nieodwiedzenie Badwater i przede wszystkim Artists Palette jest gigantyczną stratą. Oczywiście jestem taka mądra, bo będę ponownie w Kalifornii.
Status dróg możecie na bieżąco sprawdzać na oficjalnej stronie parku.
Badwater Basin
Najniżej położony punkt w Ameryce Północnej, znajdujący się 86 m poniżej poziomu morza. Te charakterystyczne płaty soli są właśnie tutaj. Składają się głównie z chlorku sodu (soli kuchennej), a także kalcytu, gipsu i boraksu. Po ulewnych deszczach może powstać tymczasowe jezioro. Sama miałam okazję zobaczyć Lake Manly, w które Badwater Basin potrafi się zamienić. Niestety pływanie jakimikolwiek sprzętami (kajak, deska SUP) jest zabronione. Oficjalny zakaz pojawił się po licznych filmikach na Instagramie. Muszę przyznać, wyglądało to świetnie.
Trzeba uważać, bo o ile zaschnięta sól jest twarda jak diabli, tak namoknięta robi się błotnista, a nie zawsze to widać. Jeden but ucierpiał.
To jak daleko się zapuścicie zależy tylko od was. Obszar zajmuje aż 518 km 2, ale wystarczą 2-3 km w głąb, by zobaczyć słoną pustynię. Dojazd zajmuje 30 minut z Furnace Creek.






Devils Golf Course
Słynne pole golfowe w Parku Narodowym Death Valley. Nazwa sugeruje, że tylko diabeł byłby w stanie w golfa tutaj zagrać. Teren faktycznie wymagający:) ale droga dojazdowa bardzo dobra. Pobyt tutaj nie zajmie wam więcej niż kilka minut. W sumie fajny punkt.



Artists Palette
Do tej niezwykłej palety kolorów, która zdobi tutejsze wzgórza, prowadzi jednokierunkowa droga – 14,5 km Artists Drive. Warunkiem, by tą czerwień, pomarańcz, żółć, błękit, róż i zieleń zobaczyć jest odpowiednia pora dnia. Barwy te pochodzą z osadów wulkanicznych bogatych w związki tlenku żelaza i chlorytu, które tworzą ten efekt.
Cała zabawa polega na chodzeniu pomiędzy. Jest jak na innej planecie. Ale trzeba uważać. Bardzo polecam buty z dobrym bieżnikiem. Ja się ślizgałam, a przy mnie dwie osoby po prostu upadły. Wzgórza pokryte są jakby żwirkiem. Przyczepność naprawdę kiepska. Szlaków jest kilka, nieoznaczonych i krótkich. Każdy będzie dobry, finalnie i tak przejdziecie każdy. Można bezpiecznie się zgubić.





Zabriskie Point
Tutejsze widoki należą zdecydowanie do najpopularniejszych. Z parkingu prowadzi raptem 400 metrowy szlak, a tam już mamy pełne spektrum na żółto-brązowe formacje. Stąd zaczyna się również najlepszy szlak w całym parku.






Mesquite Flat Sand Dunes
Najwyższa wydma ma ok. 30 metrów. Wygląda to imponująco! Co ciekawe, żeby wydmy mogły powstać, natura musi stworzyć idealne warunki. Potrzebne jest źródło piasku, silny wiatr oraz bariera, która zatrzyma niesiony materiał. Przy Mesquite Flat Sand Dunes wszystkie te elementy występują: piasek pochodzi z północnych gór, a południowe pasmo sprawia, że wydmy pozostają właśnie tutaj.
Nie ma wytyczonych szlaków, ale zgubić się ciężko. Nawet jeśli złapie was noc, światła samochodów wskażą kierunek. Bardziej uważałabym na skorpiony. Tylko zakryte obuwie, jeśli zapuścicie się dalej. Ja na pustyni i na takich wydmach nigdy nie byłam. Podobało się nam bardzo!





Dantes View
Punkt położony na wysokości 1699 m. Trochę trzeba ujechać, bo 45 minut. Ale z samego rana widok jest tego warty. Można przejść krótki szlak, żeby zobaczyć Badwater Basin w całości.


widok na Badwater Basin


ODDALONE PUNKTY
Ubehebe Crater
Krater o średnicy ok. 0,8 km i głębokość od 152 do 237 m, w zależności od miejsca, od którego jest mierzony. Wokół biegnie 2,4 km pętla. Zejścia nie ma. Dojazd tutaj zajmuje niestety aż godzinę. Jeśli zdecydujecie się na wycieczkę, to im później tym lepiej.
The Racetrack
The Racetrack stanowiło największą zagadkę parku. No bo jak na płaskiej i suchej powierzchni kamienie ważące nawet 300 kilogramów zostawiają za sobą ślady, które potrafią mieć kilkaset metrów? To właśnie z tym miejscem kojarzy mi się Death Valley National Park najbardziej. Ogromnie chciałam tu przyjechać, ale wyjątkowo postanowiłam być rozsądna. Gdybyśmy przebili koło, a jest to moja największa obawa za każdym razem jak zjeżdżam z utartego szlaku, to po nas. O ile ja mam zajawkę na wszystko, tak jechanie 3,5h w jedną stronę, spędzenie na miejscu kolejnych godzin, bo TE kamienie nie leżą wszędzie – to chyba jednak zbyt wiele.
Oczywiście wymagany napęd na 4 koła + wysoki prześwit. Żeby poruszające się głazy zobaczyć trzeba przejechać ok. 3 km na południe od parkingu Grandstand. Następnie przejść minimum kilometr i mamy obiecane najlepsze ślady.
Obserwacje wyjątkowo zawziętych naukowców wykazały, że do poruszenia tajemniczych kamieni potrzebny jest wyjątkowo rzadki zbieg okoliczności. Najpierw dno wyschniętego jeziora musi wypełnić się wodą. Jej poziom powinien być na tyle wysoki, aby podczas mroźnych nocy utworzyła się cienka warstwa lodu, ale jednocześnie wystarczająco niski, by wystające ponad powierzchnię kamienie nie zostały całkowicie przykryte. Gdy temperatura spada poniżej zera, na tafli powstaje cienki, przejrzysty lód. Musi być na tyle wytrzymały, by nie rozpadł się od razu, ale jednocześnie na tyle cienki, aby wiatr mógł go swobodnie przesuwać. W ciągu dnia słońce rozbija taflę na duże płyty, które unosząc się na wodzie, popychają znajdujące się przed nimi kamienie. Przesuwające się głazy pozostawiają na miękkim, błotnistym dnie charakterystyczne ślady. Proste?
Dużo dostępniejszym miejscem do obserwacji śladów pozostawionych przez poruszające się kamienie, jest Bonnie Claire playa będąca pod zarządem BLM.
SZLAKI
Po spóźnieniu się na zachód przy Zabriskie Point (jechaliśmy z Doliny Ognia), postanowiliśmy pojawić się tam o nieludzkiej porze następnego dnia. Witając słońce dostrzegłam ludków w oddali, którzy dziarsko szli w niezwykłym terenie. Już miałam wysyłać wspólnika w to samo miejsce, zdjęcie byłoby rewelacyjne, gdy odkryłam, że jest to początek szlaku.


Zabriskie Point / Gower Gulch Trailhead / Golden Canyon
Kolejna pobudka w ciemnościach, skromne przekąski w plecaku i aplikacja AllTrails włączona przed 6:30. Golden Canyon Trail wraz z Badlands Loop via Zabriskie Point tworzy ponad 10 km pętlę i jedną z piękniejszych tras jakie przeszłam w USA. Kamienisty szlak prowadzi przez niezwykłe formacje skalne. Poranne kolory są niezwykłe. Nie jest trudny. Zaczynając z punktu, z którego my ruszyliśmy, idzie się po płaskim lub lekko w dół. Po drodze będą dwa miejsca, gdzie trzeba przecisnąć się przez głazy lub pod nich wspiąć. To właśnie fragment Gower Gulch zrobił na nas największe wrażenie. Jedyny ciężki odcinek to ostatnie 2-3 km. Jest mocno po górę, w pełnym słońcu. Całość zajęła nam niecałe 3 godziny. Z dojazdem byliśmy chwilę przed 10 z powrotem w hotelu.
Oczywiście nie obyło się bez wtopy – delikatnie mówiąc. Tyle się naczytałam, jeszcze więcej nagadałam. Jesteśmy w Dolinie Śmierci. Jest gorąco. Trzeba uważać. I co? Pierwszy szlak, a państwo poszli z małymi butelkami wody, mieszanką orzechów i waflami kukurydzianymi. Bo mieliśmy przejść tylko Badlands Loop, czyli 4 km. Ale było tak pięknie, szło się tak dobrze, byliśmy tak z siebie zadowoleni, ahoj przygodo, że poszliśmy dalej! Dotarło do mnie jak ryzykownie się zachowaliśmy, gdy słońce zaczęło wchodzić do kanionu, a powietrze momentalnie się zmieniło. Nagle nie było przyjemnie chłodno. Na szczęście została nam końcówka, ale było to głupie co zrobiliśmy.
Należało zacząć wcześniej i zabrać 2l wody na osobę. Puste brzuchy nam odpuszczam.










Mosaic Canyon
Kanion, którego najciekawszy fragment to pierwsze 800 metrów, ponieważ jest tu najwęższy. Spotkałam się z opisem, że jeśli ktoś nie był wcześniej w kanionie szczelinowym to będzie miał namiastkę. No nie. Nie oszukujemy się, naprawdę. Cała trasa liczy 6,4 km w dwie strony. Szału nie ma:) Na szklak wybrałam się tylko dlatego, że był krótki i bezpieczny, a podczas drugiej wizyty w Dolinie Śmierci byłam sama.



PORA DNIA
Żeby zadziała się magia, a Dolina Śmierci pokazała od najlepszej strony, trzeba się pofatygować. Po pierwsze wstać ok. 4 nad ranem (październik), wyczekać (w moim przypadku ISO w aparacie potrzebowało więcej czasu, a statywu panienka nie zabrała), wybrać się na szlak, nie dać się zabić, wkońcu zjeść śniadanie:), udać się na zasłużony odpoczynek, postarać się cierpliwie poczekać na kolejne atrakcje, przeżyć zachód słońca, nie wrócić za szybko do samochodu i dopiero spokojnie zasiąść do kolacji.
WSCHÓD SŁOŃCA
Najpiękniejszy wschód słońca jest przy Zabriskie Point. Znajdujące się w tle Panamint Mountains podświetlają się, a cały krajobraz nabiera barw. Chwilę później pojechaliśmy do Dantes View. Mimo że słońce było już całkiem wysoko Badwater Basin jeszcze było częściowo zacienione. Dzięki temu kontrastowi pojawiła się niesamowita głębia.
Polecany punkt to również Mesquite Sand Dunes, które według opisów stają się złote. Badwater drugi raz bym nie wybrała na wschód słońca, ale też trafiłam na porę, gdy było pod wodą. Całkiem nieźle było chwilę później przy Devils Golfcourse.




Badwater Basin
ZACHÓD SŁOŃCA
Ponownie Dantes View i Zabriskie Point. Słońce chowa się za górami, choć osobiście wolę je mieć za plecami. Mesquite Sand Dunes rzucają długie cienie, a słońce tworzy przepiękny efekt. Przede wszystkim da radę o tej porze chodzić po piasku! Podobno w najgorętsze dni podeszwy w butach potrafią się rozkleić.
Polecają Badwater.




Moim absolutnym numerem jeden jest Artists Drive i oczywiście tamtejsze Artists Palette. Łzy w oczach. Koniecznie zostańcie dłużej, bo dopiero po zachodzie słońca kolory są najlepsze. Jeśli miałabym wybrać tylko jeden punkt z całego parku – byłby to ten. Ja byłam w lutym. Parking nie jest duży, ale było bardzo mało osób. W popularniejszych miesiącach przyjechałabym ze sporym wyprzedzeniem. Możecie odpuścić sobie zatrzymywanie się po drodze, mimo że kusi. Najpiękniej jest w samym punkcie.




TEMPERATURY
Październik w Arizonie i Utah nas zaskoczył. Nie było wcale tak ciepło jak się spodziewałam i często padało. Nevada była brutalna (Valley of Fire), ale Dolina Śmierci obeszła się z nami łagodnie. Oczywiście, było gorąco, ale nie musieliśmy chować się w hotelu i czekać ze zwiedzaniem. Wschody i zachody słońca były przecudownie przyjemne.
Mój drugi przyjazd tutaj, w lutym, to już długi rękaw i nogawki. A bardzo wczesne godziny poranne – kurtka puchowa i czapka.
Średnie temperatury, maksymalne i minimalne, dla poszczególnych miesięcy prezentują się tak:
– styczeń 19°C / 4°C
– luty 23°C / 8°C
– marzec 27°C / 13°C
– kwiecień 32°C / 17°C
– maj 38°C / 23°C
– czerwiec 43°C / 27°C
– lipiec 47°C / 31°C
– sierpień 46°C / 30°C
– wrzesień 41°C / 24°C
– październik 34°C / 16°C
– listopad 25°C / 9°C
– grudzień 18°C / 3°C
NOCLEGI
Baza noclegowa jest duża. W skład znajdującego się w samym sercu parku The Oasis at Death Valley wchodzą The Ranch oraz The Inn. Często pojawiają się promocje. Mi samej udało się zbić cenę prawie o 50%, a pobyt w historycznym resorcie nie należy do tanich. Warto zapisać się do newslettera.
THE RANCH
Klasyczne motelowe pokoje (sześć, dwukondygnacyjnych budynków), skromne i mające lata świetności za sobą, ale położone w bardzo zadbanej 'oazie’. Całoroczny basen z naturalnie ciepłą wodą, pole golfowe, market, kilka restauracji, lodziarnia, sklepy i bardzo ładne lobby, gdzie można posiedzieć. Można zarezerwować nocleg również w domku. Są bardzo ładne i widać, że nowe, ale panuje tam spory ruch i jest ciasno. Lepiej wybrać pokój.
Najdroższa stacja benzynowa znajduje się właśnie tutaj! Zaraz obok wypożyczalni jeepów, gdyby ktoś miał ochotę wybrać się na objazdówkę po bezdrożach, a martwi o przebicie opony w swoim aucie.
THE INN
Położony dosłownie kilka minut jazdy od The Ranch. Ceny wskazują na luksusowy hotel:), ale mimo podeszłego wieku (1927), co widać w niektórych miejscach pomimo rocznego remontu w 2017 roku, The Inn jest fantastyczny. Zaprojektowany przez m.in. Daniela Hull, który zainspirował się hiszpańskimi misjami, miał w swoim portfolio takie perełki jak Grand Canyon Village, Old Faithful Lodge czy Ahwahnee w Yosemite. To się nazywa rozmach!
Ogród jest naprawdę spory, palm jest mnóstwo, szumi strumyk i fontanna, basen boski! Spędziliśmy świetne popołudnie odpoczywając nad wodą, a świadomość, że otacza nas taki a nie inny krajobraz, potęguje doznania. Uważam, że wart jest swojej ceny. Jest też gdzie usiąść, żeby poczytać lub popracować na komputerze, chociaż tutaj uczulam, że ciężko z wifi.
Rzadko się zdarza (w sumie to nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam), żeby w parku narodowym było spa – może trochę na wyrost, ale można umówić się na masaż.

STOVEPIPE HOTEL
Położony tuż przy Mesquite Flat Dunes hotel Stovepipe ma dwie restauracje, spory sklep i stacją benzynową z paliwem w nawet rozsądnej cenie. Dla mnie bardziej stylizowany niż historyczny. Nie zatrzymałabym się tutaj, zresztą jest daleko od najlepszych atrakcji.
PANAMINT SPRINGS RESORT
Mały, rustykalny motel w Panamint Valley, 20 km od Death Valley Park Sign przy drodze nr 190. Ceny bardzo przystępne, ale położenie fatalne – prawie 1,5h jazdy do Badwater.
JEDZENIE
W The Inn Dining Room serwują naprawdę pyszne omlety i są dostępne tosty bezglutenowe! Lepiej zrobić rezerwację na kolację, mają zazwyczaj komplet. Jedzenie jest bardzo dobre. Na stronie jest informacja o wymaganym stroju, ale naprawdę nikt nie był ubrany ambitniej niż w jeansy, a większość na sportowo.
Śniadanie serwują do 10:00. Warto o tym pamiętać, jeśli wybierzecie się tak jak my na szlak przed wschodem słońca. Wpadliśmy o 9:50 na salę.
Miałam okazję zjeść raz w The Last Kind Words Saloon. Skończyło się na burgerze, pan mi wytrzasnął GF bułkę. Uczta! Jak człowiek głodny, to i fast food smakuje. Fajna, luźna atmosfera.
Nie każdy lubi planować, ale zanim wyruszy się w drogę, czeka kilka punktów obowiązkowych...
Na zwiedzaniu ogromnych obszarów parków narodowych można spędzić całe życie. Niestety odwiedzający mają zazwyczaj dzień lub dwa dlatego warto się przygotować z wyprzedzeniem i nie tracić czasu na miejscu.