Hawaje
Haleakalā
Od tropików aż po krajobraz księżycowy. Nigdzie indziej na świecie nie można wjechać z poziomu morza na 3055 m pokonując zaledwie 61 km mocno krętej drogi widokowej. Park Narodowy Haleakala zajmuje powierzchnię 135 km² a jego punktem centralnym jest oczywiście krater.
Hawaje są daleko. Naprawdę daleko. To działa na wyobraźnię, a wychowani na amerykańskich filmach mamy ją podwójnie podkręconą. Złą robotę robi internet i zdjęcia raju, który ma tu czekać. Hawaje oczywiście są zielone, ale nie bardziej niż inne tropikalne miejsca na świecie. Plaże przy hotelach są rzadko, wszystkie publiczne. Dzikie są zazwyczaj kamieniste. Te czarne, a nawet zielone i różowe, według mnie nie są warte zachodu. Ludzi będzie na pewno mnóstwo, a te kolory wcale nie są nasycone. Słynne porośnięte klify, wysokie, strome i niedostępne, wrażenie mogą zrobić tylko z helikoptera, przy odpowiedniej pogodzie.
Pierwszy raz na Hawajach byłam w 2018 roku, w kwietniu. Parki już zwiedzałam, ale nie starczyło mi wyobraźni, żeby sprawdzić czy są jakieś w tym stanie (Hawaje to 50 i najmłodszy stan USA). Padło na Kauai, wyspę, którą akurat spustoszyła powódź, na szczęście nie w naszej części. Przemieszczając się jeepem wytrwale szukaliśmy widokówek. To są pojedyncze miejsca. Zabudowa jest tak samo syfiasta jak na kontynencie, a hotele stare. Instagram kłamie. Zapamiętajcie to sobie.
Wróciłam w 2026 roku, w lutym. Tylko dla parków. Tylko dlatego, że moja podróż trwała ponad 1,5 miesiąca i miałam czas, żeby poświęcić 6h na lot z Los Angeles na Maui, a później spędzić ponad tydzień na Big Island. Nie ma siły, żebym wypoczynkowo tu wróciła, chociaż drugi park – Hawai’i Volcanoes National Park, polecam każdemu.

nps.gov
ILE DNI?
Wyobrażam sobie, że nikt specjalnie nie przyleci dla samego parku i jednak ten pobyt będzie dłuższy. Ja spędziłam na Maui 5 dni, z czego 2 były w zupełności wystarczające na zwiedzenie obu części Haleakala National Park.
ATRAKCJE
Pierwszy raz miałam problem z rozeznaniem się, które atrakcje trzeba zobaczyć. Chodzi o ich nazwy. Nie zapadają w pamięć, są zbyt obce, nie tak popularne i obecne w świadomości miłośników amerykańskiej natury. Cały czas miałam sytuacje, w których chciałam dopisać na listę coś nowego, a okazywało się, że już to tam jest.
Zwiedzający mogą poznać park dzięki dwóm udostępnionym obszarom. To szczyt wulkanu Haleakalā, który wznosi się na wysokość 3055 m n.p.m. oraz wybrzeże Kīpahulu w pobliżu Hany. Te części parku nie są połączone bezpośrednią drogą. Oddziela je zielone zbocze góry (Kipahulu Valley Biological Reserve), na które niestety nie ma wstępu. Jest jeden szlak, który pozwala przejść dosłownie cały park, ale to już kilkudniowa zabawa.
Na terenie parku nie ma stacji benzynowych. Odległości są spore, a droga na szczyt wręcz pożera paliwo!

HALEAKALA | THE SUMMIT
Summit District to krajobraz jak z innej planety. Krater wulkanu nie tylko jest pełen kolorów, co jest zaskakujące, ale również stożków i wzniesień. To też zdecydowanie popularniejsza część, głównie za sprawą wschodów słońca, które uchodzą za jedne z najpiękniejszych na świecie. Haleakala oznacza 'dom słońca’. Nazwa zobowiązuje, ale czy dowozi? To już trzeba ocenić samemu. Moim numerem jeden jest ten, który przeżyłam w Acadia National Park.
WSCHÓD SŁOŃCA
Wschody jak i zachody słońca zależą od … pogody. Czasami są spektakularne, a innym razem takie jak wszędzie indziej. To nie tylko kwestia przejrzystego nieba. Pora wstania na ten pierwszy jest nieludzka. A i tak miałam szczęście, bo w lutym słońce wschodzi dosyć późno. Pobudka o 2 w nocy. Śniadanie w postaci wczorajszej kanapki, trochę owoców i baton. 1,5h jazdy w totalnych ciemnościach. Przy wjeździe sprawdzana jest rezerwacja. Później czekanie w aucie, ale przynajmniej miejsce parkingowe jest pewne, a o 6 rano warta przy barierce, w pierwszej linii.
Ja zdecydowałam się na punkt widokowy zaraz przy wejściu na szlak Pa Ka’oao. Sąsiaduje z Haleakala Visitor Center (czynne od 6 rano, więc jest to pewna podpowiedź). Przeczytałam wszystkie możliwe blogi i nigdzie nie było jednoznacznej odpowiedzi. Odrzuciłam sam szczyt, czyli Pu’u’ula’ula – według mnie jest za wysoko i zbyt odsunięty od krateru. Dla mnie od samego słońca istotniejsze jest światło, które pada na krajobraz. Kolory i cienie, które wydobywa.
Podpowiedzi, żeby zabrać ręczniki hotelowe jako dodatkową warstwę ochronną to niedopowiedzenie. Ja miałam na sobie absolutnie wszystko, łącznie z ocieplanymi spodniami górskimi, i marzyłam o długiej kurtce puchowej. Temperatura i wiatr w nocy są brutalne. Nie przesadzam.
Czy było warto? Stojąc wśród niemałego tłumu pamiętam, że zadając sobie to pytanie, odpowiedzieć brzmiała – nie. Patrząc na zdjęcia – może. Czy drugi raz podjęłabym tą samą decyzje – oczywiście. Bo pewne rzeczy trzeba zobaczyć, chociażby dla wyrobienia sobie zdania.






PERMIT
By na najwyższy szczyt wyspy Maui wjechać, w godzinach 3:00 – 7:00, wymagana jest rezerwacja dla pojazdu. Rezerwacji można dokonywać z wyprzedzeniem wynoszącym od 2 do 60 dni przed planowaną datą wizyty. Bilet można kupić tylko 1, a pula wynosi 50 sztuk na każdy dzień.
Uwaga! Niezbędne jest okazanie paszportu z nazwiskiem odpowiadającym temu na rezerwacji.
Godziny wschodu słońca sprawdzić można tutaj.
HIKING
Będąc precyzyjną Haleakala to dolina erozyjna, utworzona przez wodę wylewającą się ze szczytu przez dwie ogromne szczeliny – a nie krater. Jałowy krajobraz zaskakuje kształtami, teksturą, kolorami i zdecydowanie nie jest płaski. Tutejszymi szlakami możecie iść godzinę lub cały dzień.
Ja wybrałam się na szlak Keonehe’ehe’e, czyli Sliding Sands Trail. I warto wschód słońca z tą pieszą wędrówką połączyć, żeby nie pokonywać samochodem znowu tej samej trasy. Po zjechaniu ze szczytu jest jakaś opcja śniadaniowa, gdyby ktoś miał potrzebę.
Szlak jest świetny, ale wymagający przez swoje położenie. To ile przejdziecie zależy tylko od was. Cała trasa liczy niecałe 18 km (2436 m przewyższenia). Widoki absolutnie warte fatygi. Poświęciłam na niego godzinę, może trochę więcej. Pogoda była perfekcyjna, ale bardzo szybko zrobiło mi się za ciepło (8 rano) – większość warstw miałam ciągle na sobie. Szlak prowadzi mocno w dół. Pamiętajcie, że trzeba wrócić, co zajmuje dokładnie dwa razy tyle ile schodziliście. I nie chodzi tylko o kondycję, a wysokość i specyfikę terenu. Ja przeszłam tylko 2 km, bo byłam zupełnie sama. Jednak tak wczesna pobudka i marne śniadanie nie przemawiają na spacery w pełnym słońcu i wolałam posłuchać ostrzeżeń. Jeśli ktoś z was będzie w formie to warto dojść do Pele’s Paint Pot.





Drugi szlak to Halemauʻu Trail, bardziej zielony, mniej kosmiczny, którym też można dojść na dno krateru, ale najpierw będzie kilka punktów widokowych przy krawędzi.
POGODA
Po powrocie do auta miałam trochę dość, a kłopoty dopiero się zaczęły. Zjeżdżając, pogoda się załamała. Minęło może 30 minut! Chmury ograniczyły widoczność jak podczas solidnej mgły. Zaczął siąpić deszcz, ja walczyłam, żeby nie zasnąć i rozbolała mnie głowa. Nie pamiętam kiedy czułam się tak zmęczona, a umówmy się, nie jest dla mnie jakimś wielkim wyczynem wstać super wcześnie, jeszcze nakręcona adrenaliną. Coś jest z tą wysokością.
Uwaga! Jeśli ktoś nurkował z butlą 24h wcześnej, nie powinien wybierać się na szczyt.
Już na dole okazało się, że naprawdę mocno padało. Lato na Hawajach właśnie się skończyło. Na szczęście na dwa dni przed moim wylotem. Czytałam później o powodziach i huraganie. W lepszym momencie nie mogłam wyjechać. O wschodzie słońca w kolejnych dniach, jak nie tygodniach, na szczycie Haleakala nie było już mowy.
Oba parki na Hawajach, Heleakala i Hawai’i Volcanoes, są najcześciej zamykanymi ze względu na pogodę, z jakimi się spotkałam. To nie jest pech, a duże prawdopodobieństwo. I może trwać nawet kilka dni.
PUNKTY WIDOKOWE
Pu’u’ula’ula, czyli najlepszy punkt na zachód słońca. Stąd widać też Obserwatorium. Tutaj można przyjrzeć się z bliska silversword – srebrzystej, mieniącej się roślinie, która osiąga dojrzałość między 7 a 17 rokiem życia, kiedy to wypuszcza łodygę o wysokości od 90 do nawet 240 cm z mnóstwem maleńkich kwiatków. Kwitnie raz i obumiera.

Kalahaku Overlook ma potencjał, ponieważ idealnie wychodzi na wulkaniczne stożki. Docenią ci z was, którzy mają teleobiektywy.


Leleiwi Overlook, wygląda jakby był tylko parkingiem, ale jest ścieżka, która prowadzi do punktu widokowego pod zadaszeniem. Można pominąć.
Hosmer Grove, czyli ścieżka dydaktyczna wśród licznych drzew co stanowi spory kontrast. Ja odpuściłam, bo lekko walczyłam o przeżycie.
ZACHÓD SŁOŃCA
Podziwiać można oczywiście wszędzie, ale w samym parku największą popularnością cieszy się wspomniany Pu’u’ula’ula, czyli punkt znajdujący się na wysokości 3055 m. W tle mamy Haleakala Observatories (niedostępne dla odwiedzających), widać ocean i wulkaniczne zbocze. Szybko zrobiło się naprawdę chłodno, na tyle, że długie spodnie i kurtka byłyby w sam raz. A cały dzień był bardzo ciepły i przyjemny.
Na tą porę dnia rezerwacji nie potrzebujecie, ale trzeba liczyć się z bardzo dużą ilością osób, które wpadły na ten sam pomysł. Miejsca dla każdego wystarczy, gorzej z zaparkowaniem samochodu. Ja musiałam dobre 10 minut poczekać, aż ktoś będzie wyjeżdżać. Co już jest bardzo trudne, bo większość jednak do tego zachodu słońca czeka. Miałam szczęście i strażnik mnie wpuścił. Nie było mowy o zaparkowaniu na głównym parkingu. Jeden pas bocznej drogi został wyłączony z ruchu, a kawałek trzeba było przejść. Zdążyłam.

KIPAHULU
Kipahulu, drugą część parku narodowego, która schodzi w dół zbocza od krateru aż do oceanu, przecina słynna Hana Hwy. Skrajnie inna. Zielona, szumiąca. Największą atrakcją tutaj jest szlak Pipiwai Trail (6 km w dwie strony), który prowadzi przez bambusowy las. Nigdy wcześniej w takim nie byłam i zrobił na mnie wrażenie. Te odgłosy!
Na końcu trasy czeka Waimoku Falls, ponad 120 m wodospad. Nie jest jakoś bardzo imponujący, ale nada się. Oczywiście nikt nie przejął się ogromną tablicą zabraniającą zapuszczania się dalej. Zagrożenia tylko w teorii nie było, wody potrafi być naprawdę dużo, dużo więcej, a wystarczy, żeby zaczęło lać na szczycie. A wtedy gapiów by zmyło.
Drugi wodospad, Makahiku, liczy 56 metrów, ale jest całkowicie zależny od ilości opadów. Ja się nie załapałam. To samo dotyczy Pools of ʻOheʻo, zwanych Seven Sacred Pool i Kūloa Point. Podczas mojej wizyty były zupełnie suche. Prowadząca do nich Kuloa Point Loop Trail jest kompletną stratą czasu.
Uwaga! Zachowaj bilet, jeśli najpierw wjeżdżaliście na Haleakala Summit. Nie będziecie musieli drugi raz płacić.









Seven Sacred Pool
POZA PARKIEM
ROAD TO HANA
Wyjątkowo straszą, że trzeba wstać skoro świt, by przejechać ją całą wraz z licznymi przystankami. Otóż nie. Przystanków faktycznie jest sporo, ale część jest płatna, niektóre skrajnie nieatrakcyjne, bywają jakimś oczkiem wodnym, przy którym zatrzymują się wycieczki albo po prostu wybrzeżem, o które rozbijają się fale – wystarczy wysiąść z auta raz.
Prawda jest taka, że słynna Road To Hana wygląda naprawdę malowniczo z lotu ptaka. Jest bardzo kręta, dosyć wąska, nie da się jechać szybciej ani wyprzedać. Samo miasteczko … domyślacie się mojej opinii. Cała podróż, z Wailea, gdzie miałam hotel, wraz ze szlakiem Pipiwai Trail oraz wjechaniem na szczyt wulkanu na zachód słońca, zajęła mi ok. 8 godzin.
Drugi raz pojechałabym do Kipahulu od drugiej strony, w całości pomijając Road do Hana. Ale przejechać i tak trzeba, dla mnie była po prostu drogą do celu, czyli zielonej części Parku Narodowego Haleakala. Za to magia zadziała się dalej, na Piilani Hwy. I jakby tak wyglądały Hawaje, wracałabym co roku!
A jeśli marzycie o wyjątkowym zachodzie słońca, to przeżyjecie go na Kalepa Sunset View Point.


OBSERWACJA WIELORYBÓW
Tutejsze ciepłe i spokojne wody są dla wielorybów bezpiecznym miejscem, pozbawionym naturalnych drapieżników. Od grudnia do kwietnia przypływają tu m.in. samice z młodymi, a jednego dnia można zobaczyć nawet dziesiątki osobników. Zgodnie z przepisami należy zachować od tych ssaków odległość co najmniej 100 jardów (91 m), chyba że podpłyną same!
Po kompletnie nieudanej wycieczce w Kalifornii, by te okazy spotkać, zdecydowałam się wypłynąć drugi raz właśnie na Maui. To był spektakl! Mnóstwo wielorybów co chwilę pokazujących swój ogon lub płetwy. Aż trzy były tuż przy naszej łodzi. Wrażenia są nie do opisania!
Ja wykupiłam wycieczkę przez concierge w swoim hotelu. Firm jest za dużo, a ja miałam tylko dwa dni na atrakcje poza parkiem. Bardzo zaangażowana pani obdzwoniła wszystkich i znalazła dla mnie miejsce.





LOT HELIKOPTEREM
Drugą wykupioną atrakcją miał być lot helikopterem bez drzwi na słynną Molokai. Na tej wyspie znajduje się najwyższy klif na Ziemi (1010 m), ale cała jest wyjątkowa, właśnie przez swoje zielone zbocza, która stykają się bezpośrednio z oceanem. Byłam ciekawa czy faktycznie efekt będzie jak na zdjęciach, ale niestety nie było mi dane. Przez załamanie pogody, wycieczka została odwołana.
WYPOŻYCZENIE SAMOCHODU
Naczytałam się, że okradanie aut jest na Hawajach nagminne. Zostawianie czegokolwiek w środku to proszenie się o kłopoty, a na miejscach parkingowych przy Road to Hana wiecznie leży szkło z wybitych szyb. Inni blogowicze uczulali, by postarać się nie wyglądać jak turysta. Nie potwierdzam tego wszystkiego, ale to że nie widziałam ani jednego takiego przypadku nie oznacza, że nie ma to miejsca.
Pierwszy raz, właśnie na Maui, miałam problem z wypożyczeniem samochodu. W lutym. Wszystko było wyprzedane. Wkońcu, po upartym klikaniu dzień w dzień, udało mi się trafić na rozsądne ceny w wypożyczalni Sixt. Są naprawdę drodzy. Opinie bardzo dobre, ale co mi po tym jak ceny były 100% wyższe niż w Alamo. Oczywiście skończyłam ze sportowym modelem BMW, które aż krzyczało, że właśnie podjeżdża turysta:)
NOCLEG & JEDZENIE
Hotele są stare, jak prawie wszystkie w Ameryce. Tutejsze znane resorty powinny mieć zakaz używania swoich nazw. Nie przy tych cenach. To są wielkie budynki i standard z lat 90-tych. Ja wybrałam Marriot, który był w miarę nowy, a pokój wylosował mi się naprawdę z super widokiem na ocean. Śniadanie za to było tak skandaliczne, drogie i wybór żaden, że z hukiem wyszłam i na fali oburzenia wylądowałam w Four Seasons, gdzie miałam bezglutenowe gofry i naleśniki, tost z awokado i latte na mleku owsianym. Wszystko w promocyjnej cenie 100$, ale słowo daje, że nigdy lepiej pieniędzy nie wydałam.
Naprawdę nie warto przepłacać za hotel. Polecam miejscowość Wailea. Długo się zastanawiałam czy nie nocować bliżej parku, szczególnie ze względu na długi dojazd, ale jednak pobyt tuż nad oceanem robi swoje.
Restauracji jest bardzo dużo, sporo niezłych. Ja znalazłam dla siebie kilka punktów bezglutenowych, żeby mieć kanapkę na lunch w drodze. Chlebek bananowy – mistrzostwo!
CZY WARTO WYBRAĆ MAUI JAKO JEDNĄ Z WYSP NA HAWAJACH?
Moim zdaniem nie. Nie trafiłam na ani jedno miejsce, które naprawdę chciałabym komuś pokazać albo mogłabym dłużej opowiadać o nim. Niestety łącznie z tutejszym parkiem narodowym.
Nie każdy lubi planować, ale zanim wyruszy się w drogę, czeka kilka punktów obowiązkowych...
Na zwiedzaniu ogromnych obszarów parków narodowych można spędzić całe życie. Niestety odwiedzający mają zazwyczaj dzień lub dwa dlatego warto się przygotować z wyprzedzeniem i nie tracić czasu na miejscu.