Szlak Appalachów

SKĄD POMYSŁ?

Uważam się za największą fankę USA, a nigdy wcześniej o tym szlaku nie słyszałam! Stało się to zupełnie przypadkiem, podczas oglądania filmu pt. Piknik z niedźwiedziami z Robertem Redfordem i Nickiem Nolte, którzy postanowili na Appalachian Trail się wybrać. Jest to ekranizacja książki Billa Brysona (autora m.in. Krótkiej historii prawie wszystkiego), swoją drogą rewelacyjna i nie wiem czy nawet nie lepsza od papierowej wersji, przy czym książka na pewno jest bardziej szczegółowa, jeśli chodzi o samą trasę, a autor opisuje jej najlepsze fragmenty w poszczególnych stanach.
Dwa razy namawiać mnie nie trzeba! Wprawdzie piechur ze mnie żaden, na kolonii w dzieciństwie nie byłam, ale wbiłam sobie do głowy, że na AT pójdę jak tylko zaplanuję wyprawę na wschodnie wybrzeże. Padło na Great Smoky Mountains National Park w Karolinie Północnej.

KILKA SŁÓW O SZLAKU

Appalachian Trail to najdłuższy pieszy szlak na świecie, mierzy aż 3 524 km. Jest to wartość przybliżona, ponieważ jego długość z roku na rok zmienia się, m.in. przez bieżące modyfikacje. Przechodzi przez 14 stanów: Georgia, North Carolina, Tennessee, Virginia, West Virginia, Maryland, Pennsylvania, New Jersey, New York, Connecticut, Massachusetts, Vermont, New Hampshire oraz Maine. Przejście całego szlaku zajmuje thru-hikers średnio 6 miesięcy, choć zdarzają się rekordy takie jak 41 dni 7 godzin i 39 minut (85 km dziennie!) ustanowiony przez Karela Sabbe, który na swoim koncie ma również najlepszy czas na Pacific Crest Trail. Nie wiem jak to jest w ogóle możliwe…

WIZYTA W SKLEPIE

Świetnie wyposażony sklep w Asheville, REI, gdzie jest absolutnie wszystko. Niezbędne, potrzebne, mogące się przydać i gadżety. Ja ciągle pozostaje pod wrażeniem kajaka, którym aż chciało się pływać! Z daszkiem, wygodnymi siedzeniami, mnóstwem schowków. Akurat to na szlak Appalachów się nie nada, ale poniżej macie listę rzeczy, która pomoże do wyprawy się przygotować. Co ciekawe i istotne (50$ w kieszeni) każdy, zarówno w sklepie jak i w Visitor Center już w parku, potwierdził, że bear spray nie jest nam potrzebny. Niedźwiedzie nie podchodzą ani nie są niebezpiecznie, oczywiście poza sytuacją, w której postanowimy pogłaskać młode lub wpadniemy na pomysł podzielenia się jedzeniem. I głównie o jedzenie się rozchodzi. Trzeba zawieszać torby na specjalnych linach pomiędzy drzewami, nie gotować ani nie jeść w wiacie, wszystkie śmieci i resztki zabrać ze sobą. W przeciwnym razie zapachy niedźwiedzie po prostu przyciągną;

– plecak
– pokrowiec na plecak na wypadek deszczu
– śpiwór
– karimata
– odpowiednia bielizna i odzież (dodatkowe warstwy w zależności od pogody)
– kurtka ciepła
– kurtka na deszcz i wiatr
– szybkoschnące spodnie
– wygodne obuwie z odpowiednim bieżnikiem
– dodatkowa para skarpet
– czapka, rękawiczki
– woda
– filtr do wody/tabletki
– batony energetyczne
– wysokokaloryczne jedzenie
– wodoodporna torba na jedzenie do zawieszenia na drzewie
– torebki foliowe na śmieci do zawiązania, żeby nie było czuć zapachu
– kuchenka turystyczna z butlą
– kubek do zagotowania wody, sztućce
– mapa papierowa
– kompas / gps (zapasowe baterie)
– zapałki / rozpałka
– scyzoryk
– czołówka
– apteczka
– antykomarowiec
– krem przeciwsłoneczny
– czapka z daszkiem
– kijki
– papier toaletowy (w plastikowej torebce)
– mokre chusteczki

My plecaki, śpiwory, materace, czołówki, ciuchy i gps mieliśmy swoje. Zakupy w USA są dużo droższe, ale z drugiej strony nie da się wszystkiego przywieźć, szczególnie jeśli podróżuje się z jednym bagażem. Kijki wypożyczyliśmy w NOC w Gatlinburgu. Jednorazowa opłata 10$ za dwa komplety na 3 dni. Po zakończonej wyprawie zbędne rzeczy można podarować innym. W sklepie jest wyznaczone do tego miejsce.

Ciężko zachwyceni byliśmy posiłkami Backpacker’s Pantry. Bezglutenowe risotto z kurczakiem, pad thai, mango sticky rice, owsianka z bananem. Naprawdę wszystko było pyszne, doprawione, sycące (jeden posiłek 1200 kcal) i brzuchy nie bolały. Koszt 10$. Do środka wlewamy wrzątek, po wymieszaniu trzymamy w zamknięciu przez ok.15 minut i gotowe! Nie potrzebujemy żadnego naczynia poza kubkiem do zagotowania wody, można jeść bezpośrednio z opakowania.

https://www.rei.com/stores/asheville.html

POZWOLENIA

Generalnie do chodzenia po szlaku nie są wymagane żadne opłaty ani zezwolenia. Jednak AT przechodzi przez dwa parki narodowe, Great Smoky Mountains i Shenandoah, w których permit jest konieczny, a w tym pierwszym dodatkowo rezerwacja noclegu (namiot jest zabroniony, jeśli nie jesteście thru-hikers). Kalendarz dostępny jest z miesięcznym wyprzedzeniem.

https://www.nps.gov/appa/planyourvisit/fees.htm

https://smokiespermits.nps.gov/

SHUTTLE | HITCHHIKING

Planowanie trzeba zacząć od tego jak dostaniemy się na szlak i co zrobimy z autem. My nocowaliśmy w Gatlinburgu i nocleg po zejściu też mieliśmy zarezerwowany tutaj. Bardzo cenną wskazówkę dostaliśmy od strażników z biura zajmującego się wydawaniem pozwoleń na nocleg na szlaku, a mianowicie, że najlepiej zostawić samochód na parkingu przy Visitor Center, bo stąd najłatwiej o złapanie stopa, a prócz tego zawartość naszego bagażnika będzie po prostu bezpieczna.
Pierwotnie chcieliśmy zaparkować w Cades Cove, żeby po dwóch dnia maszerowania nie martwić się powrotem, ale dotarcie na tamtejszy parking z Gatlinburga zajmuje 1h, musielibyśmy zostawić już walizki, później jakoś wrócić do hotelu (znowu godzina drogi), rano zamówić ubera z hotelu na parking, z którego będziemy łapać stopa… Wiedzieliśmy też, że najgorszy scenariusz dla nas to zaparkowanie pod Clingmans Dome, bo ile nie musielibyśmy martwić się o start, tak problemem mogłoby być dotarcie z Cades Cove aż tam (ok.1,5-2h jazdy), szczególnie że nie wiedzieliśmy, o której ze szlaku zejdziemy. W dodatku szczyt ten jest praktycznie na drodze wyjazdowej z parku.

Shuttle kosztuje od 80 do 120$ od osoby w zależności od trasy. Biorąc pod uwagę ile wydaliśmy pieniędzy w sklepie ze sprzętem wycieczkowym, postanowiliśmy spróbować szczęścia przy drodze, z napisem Climangs Dome w rękach:) na parkingu Sugarlands Visitor Center. Nie czekaliśmy nawet 5 minut! Zabrał nas inny miłośnik szlaku, który planował iść w przeciwnym kierunku do naszego. Został nam ostatni odcinek, już pod sam szczyt, również nie minęło kilka minut, a zawrócili po nas nowożeńcy, którzy od kilku dni byli w swojej podróży poślubnej.
Złapanie stopa w drodze powrotnej zajęło nam jakiś kwadrans. Zawróciło starsze małżeństwo, które przyznało, że gdyby nie nasza żeńska połowa, nie odważyliby się, a z drugiej strony widzieli, ile osób nas minęło i mieli poczucie obywatelskiego obowiązku:)

AUTORYZOWANE SHUTTLE SERVICES
(w Smoky nie ma zasięgu, nigdzie, najlepiej umówić się jeszcze będąc w hotelu albo poprosić o udostępnienie telefonu w VC)

Tenneessee:
AAA Hiker Service 423-487-3112
A Walk in the Woods 865-436-8283
Smoky Mountain Guides 865-654-4545

North Carolina:
Bryson City Outdoors 828-342-6444
Fontana Village, Inc. 828-498-2122
Nantahala Outdoor Center 828-488-7256

NA SZLAKU

Bardzo szybko zrozumiałam dlaczego mój mąż postanowił, żebyśmy zaczęli od Clingmans Dome, a konkretnie z jego szczytu:) Samo podejście, może 10 minutowe, pod wieżę widokową z parkingu mocno rozgrzewa. Strzałka na szlak czekała. Ruszyliśmy! Niesamowite jest, że całość prowadzi granią. Początek był w większości z górki. Widok niestety przesłaniały drzewa, ale sama trasa jest zaskakująco różnorodna. Dopiero na zdjęciach zobaczyłam jak zmieniała się roślinność. Tego dnia czekała na nas tylko jedna góra, nie było tak źle. Jeśli chodzi o temperaturę, to rano było chłodnawo, ale kurtka nie była potrzebna. Polar wylądował w plecaku popołudniu, razem z długimi spodniami.
Obiadokolacja była dopiero po dotarciu do miejsca noclegowego, w ciągu dnia musiały nam wystarczyć batony energetyczne, które są bardzo dobre i nie za słodkie, chociaż po czwartym czy piątym, ja mam dość. Awaryjnie czekała suszona wołowina i odkrycie tego wyjazdu, ser żółty w formie paluszka. Prawdziwa uczta:)

Ostatnia godzina dała mi się we znaki, nie był to cięższy odcinek od pozostałych, po prostu czułam już zmęczenie. Dystans między mną a mężem zwiększył się dwukrotnie, śmiał się, że równie dobrze mogę iść tyłem. Bezczelny. Skończyło się na odebraniu mi plecaka, który, umówmy się, był prawie pusty. Ulga była ogromna! Dzięki temu szliśmy równo. Shelter już wyłaniał się spomiędzy gałęzi, gdy mąż zapytał czy nie chcę plecaka z powrotem, żeby dobrze się zaprezentować. Nie!

Miałam zapowiedziane, że drugi dzień będzie trudniejszy, przez bardziej strome podejście. Okazało się, że były to 3 podejścia… Podobno z mapy nie wynikało. Yhm. Ale były na samym początku. Do przeżycia. Jednym z nich było Rocky Top, kluczowe na całej trasie. Tak naprawdę dopiero tutaj mogliśmy nacieszyć oczy spektakularnym widokiem na okolicę, mając za sobą półtora dnia w lesie. Co ciekawe, najładniej jest kawałek za szczytem, dosłownie kilkanaście metrów, na polanie.
Mimo chodzenia w półcieniu wśród drzew, spiekłam sobie przedramię (oczywiście o kremie z filtrem nie pomyślałam) na tyle mocno, że wyraźnie dokuczało mi przez całą drogę.
Ponownie końcówka, zejście ze szlaku, okazała się najtrudniejsza. Stromo w dół, po małych kamieniach. Stopy odmówiły mi posłuszeństwa. Marzyłam o przebraniu butów, mimo że moje sprawdziły się w 100% i nic mnie nie obcierało. Po prostu mnie bolały. Ale to chyba już psychika, bo wiedziałam, że za godzinę będziemy na parkingu.

http://map.atccloud.org/map/basic.html

https://www.nps.gov/appa/planyourvisit/upload/APPA%20Map.pdf

Rocky Top