Olympic

Ruby Beach

3 734 km² spektakularnego parku, z czego aż 95% to tereny dzikiej przyrody, który jako jedyny może zaoferować odwiedzającym, aż trzy ekosystemy. Wybrzeże Pacyfiku z różnokolorowymi rozgwiazdami odkrytymi przez potężne odpływy, mozaika prastarych lasów, które ze względu na ukształtowanie terenu położone są w najbardziej wilgotnym rejonie Stanów Zjednoczonych, oraz wysokie góry z zaśnieżonymi szczytami i 60 lodowcami, które jeszcze za mojego życia prawdopodobnie znikną…

WPROWADZENIE

15 dniowa objazdówka przez trzy stany i pięć parków narodowych. Ruszyliśmy z Seattle, a pierwszym był właśnie Olympic. Przeznaczyliśmy na niego 3 dni, które moim zdaniem są wystarczające, ale… Planując trasę i wybierając atrakcje, które chcemy zobaczyć, nie zdawałam sobie sprawy i nie zauważyłam informacji o tym (a pojawia się w kilku miejscach na oficjalnej www), że główna i jedyna droga 101 biegnie wokół parku. Odległości, które trzeba pokonać pomiędzy punktami zajmują do kilku godzin! Albo wrócić się po ładowarkę do aparatu, która została na śniadaniu – gapiostwo kosztowało nas 90 minut jazdy w dwie strony:)

https://www.nps.gov/olym/planyourvisit/upload/OLYMmap1.pdf

https://www.nps.gov/olym/planyourvisit/gettingaround.htm

Jeśli chcecie zacząć zwiedzanie od Visitor Center, to tylko dwa są ‘po drodze’, przy czym jadąc z Seattle to odpowiednio 3h (2,5h promem) do Olympic National Park Visitor Center i 4h do Hoh Rain Forest Visitor Center. Mimo informacji o funkcjonujących latem Ranger Stations to wszystkie (!) były nieczynne, prócz Kalaloch Ranger Station, w której obsługiwała nas wyjątkowo zorientowana pani i zrekompensowała trochę rozczarowanie i złość za stracony czas na dojazd do dwóch wcześniejszych, gdzie po prostu pocałowaliśmy klamkę.

ATRAKCJE

STAIRCASE

Zawitaliśmy tu tylko ze względu na Ranger Station (nieczynne). Nieutwardzona droga wzdłuż jeziora jeszcze bardziej wydłużyła całą podróż i żeby nie poszła na marne, zdecydowaliśmy się na pierwszy spacer po Olympic właśnie tutaj. Rapids Loop Trail + część North Fork Skokomish Trail to łatwe i bardzo krótkie szlaki, nic spektakularnego, szczególnie na tle pozostałych parkowych atrakcji, ale te zobaczyliśmy dopiero później. Staircase jako pierwsze zachwyciło zajawkami lasu deszczowego i błękitem wody.

nps.gov

QUINAULT RAIN FOREST

Tu mieliśmy nocleg i właśnie skończył się nam czas (z Seattle wyjechaliśmy po 9 rano). Ostatnie trzy godziny przed zachodem słońca spędziliśmy na Rain Forest Nature Trail, który był cudowny i podobno można spotkać wyjątkowego łosia Roosevelt. Nam się nie poszczęściło… Trasa jest bardzo łatwa, wiedzie przez bujne i zielone gęstwiny, promienie starają się przedrzeć, a oczy trudno nacieszyć tyle wspaniałej przyrody wokół. O dziwo robi większe wrażenie niż Hoh Rain Forest, czego w życiu bym się nie spodziewała, ale może znowu przeważyło to, że ten las deszczowy zobaczyliśmy jako pierwszy. Ale przede wszystkim byliśmy zupełnie sami. Było to też jedyne miejsce, gdzie faktycznie na początku ścieżki dokuczały owady różnej maści. Byłam przerażona tym regionem czytając o komarach, gryzących muchach i innych. Poleciałam ze spakowaną siatką na głowę, zapasem antykomarowców i grubą apteczką z lekami antyhistaminowymi. Nic się z tego nie przydało.
Mąż po powrocie skusił się na paddle board, woda w jeziorze podobno zimna, ale krystaliczna, tym samym kusząca. Nie dość mocno:) Ja leżałam plackiem w pokoju próbując się zdrzemnąć.

nps.gov

KALALOCH

Część Olympic NP to 105 km surowej linii brzegowej, która jest najpiękniejszą atrakcją tego parku. Plaże po prostu zwalają z nóg, tak samo charakterystyczne skały, które na dłuższą chwilę ocean uwalnia podczas odpływu (sprawdzenie godzin jest kluczowe, nie tylko żeby móc cokolwiek zobaczyć, ale też dla własnego bezpieczeństwa). Zapamiętajcie, gdzie jest wyjście!
Mamy aż osiem plaż do wyboru. My zdecydowaliśmy się na popularną Ruby Beach i Beach 3. Jeśli sądzicie, że jedna wystarczy, jesteście w błędzie. My nie mieliśmy czasu na więcej, a wielka szkoda. Każda z nich ma coś innego do zaoferowania, szumu oceanu nigdy za dużo, szerokie plaże ciągną się w nieskończoność, a morskie żyjątka potrafią zaszklić oczy. Spacer po tych plażach to ekstatyczne przeżycie i został naszym numer jeden całego wyjazdu.
Niedaleko Kalaloch Campground znajduje się Tree of Life (zwane też Tree Root Cave), jedno z najbardziej niezwykłych drzew jakie kiedykolwiek zobaczycie. Przeczące prawom grawitacji i natury. Jego korzenie zamiast stabilizować całość głęboko w ziemi, są na zewnątrz i opierają się o skały.

https://olympiccoast.noaa.gov/

nps.gov
Ruby Beach
Beach 3

HOH RAIN FOREST

Pocztówki z Olympic są właśnie stąd. Las deszczowy. Bardzo zielone drzewa, a może raczej zieleń w kształcie drzew, mech, zwisające wąsy, paprocie. Dużo ludzi. My przeszliśmy się obowiązkowymi Hall of Mosses (1,28 km) i Spruce Nature (1,93 km). Ale też więcej niczego nie ma:/ co rozczarowuje, bo Hoh traktowałam jako najważniejszą atrakcję.
Opcja dla zaprawionych piechurów z całodniowym zapasem czasu to 28 km trasa Hoh River Trail prowadząca do Blue Glacier. Uczta.

nps.gov

CAPE FLATTERY

Daleki zakątek na terenie Indian, do którego warto się wybrać, jeśli lubicie poszarpaną, skalistą linię brzegową, kompletnie dziką i rozbijającą się o nią szafirową wodę. Kolejna pocztówka do kolekcji. Oczywiście tych klimatów jest całe mnóstwo chociażby w Oregonie, ale jeśli nie będziecie już nad oceanem, to Cape Flattery jest pozycją obowiązkową. Z Hoh Rain Forest jedzie się prawie 2 godziny, szlak jest króciutki (1,2 km), trzeba mieć permit (10$), który można kupić w miasteczku Neah Bay, ostatnim przed Cape Flattery. Gdzie, nie wiedzieliśmy, bo to okazało się dopiero na miejscu. Zaryzykowaliśmy niespecjalnie z siebie dumni. Pogoda akurat tutaj była pod psem, ale efekt i tak gwarantowany.

* Makah Marina, muzeum w Makah Culture and Research Center, Makah Tribal Center (czynne do 17:00), Washburn’s General Store (19:00), Makah Mini Mart (22:00), Hobuck Beach Resort

SOL DUC

Gorące źródła sobie darowaliśmy. Kąpielisko nie zachęca, ścisk i wylęgarnia bakterii. Jeszcze gdyby było to w lesie, naturalne bajorko, to może. Ale wygląda jak kompleks basenów. Fuj. Za to przyroda wynagradza. Przy Salmon Cascades Overlook naprawdę można zobaczyć łososie pokonujące rwącą rzekę, tylko trzeba być cierpliwym i wybrać sobie jeden punkt do obserwacji.
Większość wodospadów jakie widziałam w różnych parkach nie były specjalnie imponujące, raczej kończyły daną trasę i tyle. Żeby specjalnie dla nich iść to nie bardzo. Ale Sol Duc Falls (1,28 km w jedną stronę) położone są w pradawnym lesie, gdzie wszystko kapie, kropi, szemrzy, szumi, spływa, nawet jeśli wody nie widać.

nps.gov

HURRICANE RIDGE

Jeśli ktoś lubi góry i ich krajobraz, przestrzeń po wyjściu z lasu… Ja nie lubię. Nawet łąki nie były ładne, może wydeptane, chociaż stromo. Polecano nam atrakcję w postaci nieutwardzonej Obstruction Point Road, ale nastraszyli nas, że można opony przebić. Aż tak mi nie zależało. Czekała nas jeszcze droga do Mt. Rainier, więc po krótkim spacerze po prostu stąd odjechaliśmy.

https://www.nps.gov/olym/planyourvisit/day-hiking-at-olympic.htm

NOCLEGI

My zdecydowaliśmy się na Lake Quinault Lodge i Sol Duc Hot Springs Resort, ponieważ tylko one były dostępne i tym samym podyktowały kierunek zwiedzania parku. Gdybym zaczęła planować wyjazd z większym wyprzedzeniem, chyba odwróciłabym kolejność i zaczęła od północy (Visitor Center). Natomiast sama lokalizacja była bardzo dobra. Nocleg, swoją drogą wygląda obłędnie, w Lake Crescent Lodge uważam za zbyt bliski / zbyt daleki w zależności skąd jedziemy. Zastanowiłabym się nad Kalaloch Lodge ze względu na położenie przy plażach. Zawsze to 40 minut dłużej w łóżku:)

https://www.nps.gov/olym/planyourvisit/lodging.htm

POSIŁKI

Droga 101 biegnie też przez małe mieścinki, gdzie są stacje benzynowe i sklepy spożywcze. Śniadanie najlepiej zjeść w swojej lodge, a jeśli czas nie pozwala, tak jak nam, gdy spieszyliśmy się na odpływ i wyjechaliśmy godzinę przed rozpoczęciem serwisu, to w najbliższym miejscu z noclegami (widok w Kalaloch Lodge gratis). Posiłki w parkowych kwaterach są naprawdę smaczne, w ogóle na tej wycieczce byliśmy zadowoleni z jedzenia. Z obiadem jest zawsze nie po drodze, ale kaloryczne śniadanie powinno wystarczyć do kolacji plus niezastąpione batoniki energetyczne.
W Hurricane Ridge serwują wyłącznie hamburgery i to takie najgorszej jakości.