Las Vegas

Paris Las Vegas

Stolica hazardu, uciech, rozrywki. Legendarne miasto położone w Nevadzie, które wyrosło na pustyni, pośrodku niczego. Lub wręcz przeciwnie! Bo natura w najbliższym sąsiedztwie przygotowała całe mnóstwo atrakcji. Mimo że 80% odwiedzających przyjeżdża, żeby zagrać, dla mnie Las Vegas stanowi idealny punkt wypadowy do parków narodowych i im podobnych w Arizonie czy nawet Utah.
Zdecydowanie lepiej zwiedzać je wieczorem. Poza sklepami wszystko czynne jest do nieprzyzwoitych godzin, a kasyna oczywiście nigdy nie śpią. Las Vegas to przede wszystkim mieniące się, kolorowe, krzykliwe neony. Budynki, atrakcje przed nimi, to wszystko za dnia trochę blaknie i traci energię. Oczywiście, że idąc czy jadąc wzdłuż głównej ulicy uśmiechamy się pod nosem, ale to miejsce ma swój urok i zdecydowanie warto je chociaż raz zobaczyć. Bo rozmachu odebrać Las Vegas nie pewno nie można.

ATRAKCJE

Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Można wylegiwać się nad basenem, spędzić cały dzień na polu golfowym, pójść do muzeum, oddać zakupowemu szaleństwu, odkryć w sobie żyłkę hazardzisty, imprezować, rozpieścić podniebienie. Ale będąc w Las Vegas zdecydowanie musicie znaleźć czas na kilka pozycji z tej listy.
Powtórzę. Całość wygląda dużo lepiej wieczorem.

WELCOME TO LAS VEGAS SIGN, prawie 8 metrowy słynny napis powstał w 1959 roku, a autorem projektu jest Betty Willis. Został wpisany do National Register of Historic Places, a najwygodniej zobaczyć go w drodze z lotniska. Symbol i atrakcja obowiązkowa:)

LA REVE – THE DREAM, show na/w wodzie, pełne niesamowitych efektów, kolorów i akrobacji. Naprawdę różni się od wszystkich tych cyrkowych wygibasów. Jest to cała historia, a nie zlepek popisów przerywany wystąpieniami klaunów. Nie widziałam nigdy już tak pięknego spektaklu i po kilku latach planuję wybrać się ponownie.
Koniecznie zwróćcie uwagę na dni, w których jest wystawiany i dopasujcie w miarę możliwości do dat pobytu. My trzy razy mieliśmy pecha.

Le Reve The Dream | Wynn Las Vegas – YouTube

KAPLICZKI ŚLUBNE, chyba każdy je zna, chociażby z filmów czy soczystych ploteczek dotyczących gwiazd estrady. Ślubu udziela Elvis, można wypożyczyć na miejscu suknię ślubną lub garnitur, cała ceremonia trwa tyle co zamówienie zestawu w drive-thru. Dosłownie, bo samochodem też możecie podjechać!
Ale jeśli wydaje się wam, że zmienicie stan cywilny po kilku drinkach, to niestety:) Trzeba wcześniej wypełnić i opłacić wniosek w urzędzie. Także spontanicznie na 50%.
Prócz słynnych kapliczek (jest ich ok. 50) są też wedding venues. Ślub można wziąć w stylu hawajskim, w Graceland Chapel, gdzie przysięgę składali Elvis Presley z Priscillą, w ogrodach Spring Preserve czy w którymś z luksusowych hoteli. Decyduje się aż 82 000 par rocznie!

KASYNO, otwarte o każdej porze dnia i nocy, co więcej pory tej nawet nie będziecie świadomi, ponieważ panują zawsze takie same warunki. Drinki umilają przegraną, ponieważ są za darmo o ile jesteś przy stole, do tego można palić i o dziwo nic nie czuć. Nawet jeśli nie znasz zasad gry, obsługa poświęci tyle czasu ile trzeba, żeby nauczyć cię podstaw. Trzeba tylko się przemóc i poprosić o pomoc, najlepiej przy jakimś pustym stole:)
Najmniej stresująca zdecydowanie jest gra na automatach, chociaż w podobnym tempie można stracić pieniądze. Banknoty znikają, bo przecież było już tak blisko! Ale zdarzyło mi się 40$ zamienić na 400$! 🙂 Szkoda tylko, że chwilę później wydałam wszystko w butiku…

W kasynie nie można robić zdjęć.

KONCERT, gwiazdy największego formatu podpisują kilkuletnie kontrakty na występy w hotelach. Ostatnio była to Celine Dion, obecnie Lady Gaga.

Na tutejszych arenach odbywają się również walki bokserskie czy pokazy rodeo.

FREMONT STREET, najpopularniejsza ulica Dowtown, najstarszej części miasta, która kiedyś skupiała najwięcej kasyn i była centrum wydarzeń. Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że kompletnie nie warto tam jechać, a już na pewno iść, co popełniłam podczas pierwszej wizyty. Tutejsza atrakcja, Fremont Street Experience, to darmowy pokaz wyświetlany na zadaszeniu znajdującym się nad wskazaną ulicą. Traktowałabym te okolice jako coś vintage, Las Vegas w wersji old-school. Jeśli pojawicie się tutaj z takim nastawieniem, wrócicie cali:)
Ja nie byłam, ale polecają dwa tutejsze muzea: neonów i przestępczości zorganizowanej, oraz zjazd tyrolką The Slotzilla.

Behold Viva Vision at Fremont Street Experience – YouTube

LAS VEGAS STRIP

The Strip, czyli Las Vegas Boulevard, przy którym położone są wszystkie hotele i repliki znanych zabytków, chodniki zastaniecie usłane ulotkami roznegliżowanych call girls, a wszechobecne neony będą skutecznie przyprawiać was o zawrót głowy. Co ciekawe została uznana za National Scenic Byway, czyli narodową drogę krajobrazową:)
Nie dajcie się zwieść. Jeśli chcecie przejść cały, będziecie potrzebować wygodnych butów. Mi się zamarzyło pierwszej nocy trochę wystroić. Do sukienki pasowały, wprawdzie płaskie, sandałki, których po 2 godzinach miałam serdecznie dość. Stopy bolały mnie niemiłosiernie. To jednak 10 km w dwie strony! Nie wspomnę o kilku hotelach, do których grzech nie wstąpić, bo prawdziwa magia dzieje się w środku (czyli będzie jeszcze więcej chodzenia).

VENETIAN, tutaj jest wszystko. Śpiewający gondolierzy, którzy zabiorą was w podróż po kanałach, most Rialto, Pałac Dożów, Campanile, plac św. Marka czy całkiem nowożytny napis LOVE autorstwa Laury Kimpton. Podnieście głowy spacerując. Nad wami króluje niebo, które imituje to na zewnątrz. Żebyście cały czas czuli się jak za dnia, wypoczęci i skorzy do zakupów:)

BELLAGIO, chyba najbardziej znany hotel. O ile środek mocno rozczarowuje, tak główna atrakcja i jedna z najlepszych w Vegas, czyli fontanna to po prostu bajka. Pokaz świetlny połączony z muzyką skutecznie nawilży wam oczy. A kolacja z widokiem to murowany hit.

PARIS i NEW YORK, tych hoteli przedstawiać nie trzeba. Ich fasady to kwintesencja Las Vegas. Repliki najbardziej znanych budowli wyglądają po prostu świetnie. Wieżowce Manhattanu, most Brooklyński, Statua Wolności, Grand Central czy Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny, Opera Garnier… nie wspomnę o przepysznej zupie cebulowej i bagietce. Po prostu paryskie smaki.

LUXOR, mimo zwiększone dawki kiczu, jednak fajnie piramidę i Sfinksa zobaczyć.

WYNN, najlepszy hotel z najładniejszym kasynem i mnóstwem przepięknych kwietnych dekoracji, od paryskiej karuzeli naturalnych rozmiarów, przez drzewa w lobby, po owocowo-kwiatowe wieże sięgające sufitu w restauracji The Buffet. A dla miłośników sztuki lub ciekawskich czeka kilka rzeźb Jeffa Koonsa.

Wynn - Buffet
The Buffet, Wynn Hotel

Las Vegas to też raj zakupowy. W The Forum Shops w Caesars Palace łatwo stracić orientację i ciężko zdecydować się do którego ze 160 sklepów wejść. Najprzyjemniej jest w Grand Canal Shoppes w hotelu Venetian i centrum handlowym Crystals.

ATRAKCJE POZA MIASTEM

Red Rock Canyon (34 km), to najbliższa odskocznia od zgiełku miasta. Czeka ponad 20 km droga widokowa i 26 tras pieszych wśród pomarańczowych skał.

Red Rock Canyon sneak peek trailer – YouTube

Seven Magic Mountains (43 km), nie jestem fanką takich wyrazów artystycznych, szczególnie w wydaniu amerykańskim, ponieważ zazwyczaj się kuriozalne (np. Tree of Utah), ale wściekle kolorowe kamienie ułożone w wieże na surowym, pustynnym tle, dzieła Ugo Rondinone, są po prostu ciekawe, a zobaczenie ich zajmie jakąś minutę.

Zapora Hoovera (Hoover Dam, 60 km) i Lake Mead, rozległy teren będący pierwszym krajowym obszarem rekreacyjnym w USA.

samochód Bonnie i Clyde (70 km), w którym najsłynniejsza para przestępców zginęła podczas policyjnej zasadzki. Wystawiony jest w Whiskey Pete’s Hotel and Casino w miejscowości Primm w Nevadzie.

Dolina Ognia (Valley of Fire, 95 km), park stanowy, który rozpala internet. Tutejsza droga, która wije się wśród ognistych skał to dzieło sztuki. Park stanowy, który trzeba zobaczyć, choćby przejazdem, bo w porach wakacyjnych może być ciężko z wybraniem się na szlak.

Route 66 (173 km), licząca prawie 4000 km legendarna droga, łącząca Chicago z Santa Monica w Kaliforni. Matka wszystkich dróg. Do zobaczenia w małym fragmencie w okolicach Kingman w Arizonie.

Dolina Śmierci (Death Valley, 211 km), najbardziej gorący, suchy i najniżej położony park narodowy, znajdujący się na granicy stanów Nevada i Kalifornia. Tutaj natura bije rekordy, jeśli chodzi o temperaturę. W sierpniu 2020 roku padł kolejny, 54,4°C. Pełen niezwykłych formacji skalnych, kolorów, popękanej i ostrej jak brzytwa skorupy solnej, słynnych wędrujących głazów czy wyschniętego jeziora położonego 85 m poniżej poziomu morza.

Wielki Kanion (450 km), kolejny park narodowy, tym razem w Arizonie. Cud świata, mój ulubiony park, o którym oczywiście stworzyłam obszerny wpis na blogu.

NOCLEG

Wieść niesie, że hotele dopłacają liniom lotniczym do biletów, żeby te były tańsze. Podobnie jest z cenami noclegów. Jak na ilość gwiazdek, rozmach i atrakcje, doba w najlepszym hotelu w Las Vegas jest naprawdę niska, szczególnie, że co chwilę są jakieś promocje.

My rezerwujemy zawsze przez oficjalną stronę Wynn. W sierpniu 2020 roku standardowy pokój kosztował 175$ już z podatkiem. Sprawdzam ceny regularnie, kilka razy odwoływałam i robiłam nową rezerwację.
W parku narodowym zdarzało mi się płacić dwa razy tyle. Poza jednym wyjątkiem zawsze zatrzymywaliśmy się właśnie w Wynn i póki nie pojawi się coś zupełnie nowego, będziemy trzymać się tej tradycji. Hotel jest po prostu piękny w środku, pełen kwiatów. Wszystko jest świeże i zadbane, a to w stolicy hazardu jest kluczowe. Przynamniej dla nas. Musicie pamiętać, że tutejsze hotele są po prostu stare. Byłam bardzo rozczarowana słynnym Bellagio, a totalnie załamana MGM Grand, który owszem kosztował 60$, ale był straszny! Nigdy nie szłam dłuższym korytarzem, pokoje są tak małe, że łóżko służy za całą przestrzeń. Jeszcze jak się ma pecha i nastąpi dwudniowe załamanie pogody (tak, na pustyni potrafi lać non stop) pobyt stał się trochę traumatyczny. Wszystko co było do zwiedzenia, zwiedziliśmy. Wtedy jako żółtodzioby przeszacowaliśmy podróż do Monument Valley, a wycieczki do Kanionu Antylopy zostały zawieszone przez zagrożenie powodzią natychmiastową. Nie pozostało nic innego jak zmienić plany. Po przylocie do San Francisco odkryłam amerykańską przyrodę, Jezioro Tahoe i Yosemite. Wtedy też na dobre porzuciłam zwiedzanie miast.

W Wynn nie tylko kasyno naprawdę kusi (będziecie musieli przez nie przejść za każdym razem, gdzie byście się nie wybierali), sklepy również imponują. Najdroższe marki swoje butiki mają właśnie tutaj. Trudno zdecydować się nawet na restaurację! Szczęśliwie w prezencie ślubnym dostaliśmy dolary, które postanowiliśmy wydać na steki… łatwo przyszło, łatwo poszło:) ale każdy kęs był warty tej zawrotnej kwoty.
Jakby tego było mało, najlepsze show w Las Vegas, La Reve – The Dream, wystawiają też w Wynn.

POSIŁKI

Jak to w ‚dużym’ mieście, ciężko odnaleźć tą najlepszą restaurację. Trudno w ogóle zdecydować się, gdzie zjeść, bo świetnych miejsc jest w Vegas na potęgę!
Miałam swojego faworyta i nadal zdecydowanie polecam, jeśli ktoś lubi steki lub homary, takie z Alaski! Joe’s Seafood, Prime Steak & Stone Crab, niepozorna restauracja w The Forum Shops przy hotelu Caesars. Powtórzyłam wizytę w Chicago, gdzie mają swój drugi lokal. Nie zawiodłam się.
SW Steakhouse w hotelu Wynn rujnuje portfel, ale warto pójść chociaż na przystawkę. Do dzisiaj rozpływamy się z mężem nad gnocchi w sosie truflowym… steki oczywiście były wybitne.

Pamiętajcie, że amerykańskie porcje są zabójcze. Nie zliczę ile razy jedliśmy oczami przeglądając menu, pozamawialiśmy jak głupi, a byliśmy syci już po pierwszym daniu.

The Buffet to kolejna restauracja w Wynn, po wizycie w której będzie ciężsi o parę kilo. Od zachwytu po ilość pochłoniętego jedzenia:) Wystrój jest bajeczny, ale to co się tam wyprawia kulinarnie… Możecie zjeść tutaj śniadanie, lunch jak i kolację. Rano kolejka gwarantowana, ale szybko idzie. Płacicie za wejście (ostatnim razem było to 25$ od osoby, napoje poza alkoholem są w cenie), a przy kilkunastu stanowiskach możecie wybrać więcej niż przyszłoby wam do głowy. Pieczone mięsiwa, owoce morza łącznie z ostrygami, pizza, makarony, słodkości, których żaden francuski cukiernik by się nie powstydził, sałaty, owoce, mleczne przetwory… To nie jest jadłodajnia all inclusive. To jest jedzeniowe niebo.
Dwukrotnie, zamiast wyjechać z samego rana nad Wielki Kanion, czekaliśmy grzecznie do 9 rano, żeby móc tu zjeść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *